niedziela, 7 grudnia 2008

czwartek, 23 października 2008

Wpis dla Gabee

Jak głosi tytuł, wpis jest dla Gabee, by wiedziała co sie dzieje :)
Zatem- uczę się. Eh, jeżeli prawdą jest, że nauka potęgi kucz to... mam szanse zostać klucznikiem :D Ale pięknie jest. Dalej, po zajęciach jest praca, zazwyczaj codziennie, więc dzień jest długi, zaplanowany, w sumie zawsze wg grafiku, co rozbawia ludzi - ktoś chce się umówić, to ja wyciągam małą karteczkę i czytam i zwylke mówię, że nie mogę bo do pracy :D Jeżeli przerwa między zajęciami a pracą to z.. no z tym moim szczęściem. Póki co szczęściem i kurde felek, no mogłoby już tak zostać i sie nie chrzanić, jak w innych wypadkach... No.. :/ I ciśnienie mi urosło :/ Poza tym tęsknię za Krakowem, Pawłem, Tomaszem, Reginą, Kurką i Chmielunią. Kilka dni temu z Oluśką rozmawiałam przez fon,,, jakoś tak zaciąga jakby z Ukrainy była.. a ze mnie się śmiała kiedys, menda jedna :) No zadowolona tylko szuka różnych rzeczy by było wygodnie, w Kraku jej nie ma już, więc do Katowic muszę jechać. Ciekawe kiedy, jeszcze Poznań mam odwiedzić. W wakacje chyba, praca praca i w dni wolne pojade, nie chce by moje szczęście znów do pracy gdzieś wybyło :( No shit.. Poza tym... Bleacha oglądam namiętnie, wyrównam do Naruta i będę równolegle oglądać dalej. RO mi nie działa, jakieś marne instalki czy coś i nie moge grać i cierpie, no jednak pare miesięcy się przywiązałam do gry. Eh... Książki... no mam, kupuje tylko jakoś nie wiem kiedy czytać :) Nawet FILM kupiłam i co? leży nieruszony- eh, wolne chwile to kotek i do pracy. Ale jaki bajer, problem bezsenności przestał istnieć :) poduszka pod głowe i Bagroskiej nie ma :D Dobra, bo jeszcze cos trzeba porobić a o 5 pobudka... No jest długi dzień, wypełniony- i gut. Trzeba czuć, że się żyje.
Gabee...I chciałabym spotkać się w knajpce i pogadać, pośmiać sie jak kiedys, bez pośpiechu, na luzie. Piękne wspomnienia mam. I zdjęcia.. No sie wzruszyłam głupia to kończe. Kiedyś się spotkamy :)

czwartek, 11 września 2008

He he

W sumie to tak raczej dla przyzwoitości wpis, bo cóż... Przecież nie nadrobi się :) A ładna przerwa, ładna była. Cóż... podziało się trochę. Powiem tylko, że chyba nic nie jest lepsze niż otwierać oczy i wiedzieć po co, że ktoś chce, byśmy te oczy otworzyli. I nie ma chyba milszych rzeczy niż ściganie sie kto pierwszy z rana da znać, ze tęskni, niż bycie obok siebie ze świadomością, że moja troska o tą drugą jest taka sama, jak troska tej osoby o mnie. Nie ma piękniejszej rzeczy niż spokój, bezpieczeństwo połączone z chemią, które unoszą się w powietrzu. Tego się nie da opisać, nie będę tłumaczyć :)

Tyle

sobota, 23 lutego 2008

Próbując nadrobić...

Wedle nagłówka- było wolne i filmy. Druga część historii o Elżbiecie na pewno zachwyca wizualnie: scenografia, kostiumy, zdjęcia- wszystko na najwyższym poziomie i powalające przepychem. Zbrodnią jest zatrudnianie Cliva Owena i powierzanie mu roli tak nieziemsko opalonego faceta. Przecież przy tych jego niepieskich oczach... Tak nie można i tyle. Całość filmu wyglądałaby przeciętnie gdyby nie Cate. Jej kreacja jest wręcz hipnotyzująca; przebrzydka, przepiękna, dumnie pokazująca dramat wewnętrzny kobiety sprawującej władzę samodzielnie wbrew wszystkim, nawet wbrew sobie niekiedy. I własnie ze względu na Cate powinno się obejrzeć ten film.
Persepolis. Zaskoczenie dla mnie. Zainteresował mnie sam sposób animacji i tylko dlatego chciałam to obejrzeć. Animacja prosta,niemal wyłącznie czarno-biała, jak z niewypełnionej kolorowanki. Ale ta technika przekazuje złożoną historię. Film z żywymi aktorami zapewne wyrazniej pokazałby mimikę postaci, ich dramatyzm, wszystko byłoby już wyobrażone i podane odbiorcy. Animacja tak prosta... jakby selekcjonuje odbiorcę; albo ktoś będzie w stanie wyobrazić sobie i poczuć dramat młodej Iranki, przezywającej wojnę w kraju i próbującej znaleźć swoje miejsce jak nie w nowym, porewolucyjnym państwie, to w kraju zachodniej Europy, albo też czytelnik nic nie poczuje, bo skomplikowany dramat pokazuje czarno-biała kreska.
Atonement. Ten film po prostu się czuje i nie powinnam tu nic pisać. Jest poruszając, przepiękny, bolesny i męczący, odziera z nadziei choć mały jej kawałek zostawia. Okłamuje- ale w jak piękny sposób, aż chcemy być przez nią okłamani. Tyle. Zobaczyć, by poczuć.

Coś jeszcze widziałam, ale co? Widać nie przemówiło do mnie aż tak. American Gangster- długi powrót do kina policyjnego, podobnie We are the night.

Gra o Tron, nadal męczę Ucztę dla wron- cienie śmierci. Czytanie na kompie nie jest korzystne dla fabuły. Cersei jest.... coraz bardziej wredną suką choć może i czasem rozumie się jej motywy i obsesje, Jamie.... jest świetny- utrata ręki poskutkowała zyskaniem rozumu i głębszej emocjonalności. Czy naprawdę trzeba stracić część siebie by móc rozumieć innych? Inna droga jest niemożliwa?? Thyrion gdzieś zaginął, najciekawsza postać ze wszystkich, Deanaerys... też się schowała, nowe osoby wypłynęły na scenę.. Naprawdę ciekawi mnie, czy George M. zdoła to rozwiązać, zamknąć i coraz bardziej się boję, że niestety piękne dzieło urwie się ot, tak.

piątek, 22 lutego 2008

Hm............

Zaniedbanie ze wszystkich stron.. Nie mam kiedy pisać, zapominam, a dzieje sie trochę przecież. Wojtek wrócił z Kosowa, czekam na jego zdjęcia, Przemek wysłał zdjęcia z Kraka i jeszcze ich nie widziałam, w Krak pięknie jak zawsze i kocham tych, których widziałam. Paweł...Ty wiesz.. Regiś- dzięki za wszystko.
Nowych rzeczy się człowiek dowiedział, wzruszył i popłakał.. Zobaczył nowe miejsca- Przemku, dziękuję za ZOO i Skałki Twardowskiego.
Tak boska jest Chmielunia, że.... w sumie tak powinno być i pięknie, że tak jest :)

sobota, 26 stycznia 2008

Chwila spokoju.....

Na początek to jak można budzić kogoś telefonem o 8godz???!!!! Miło było usłyszeć ale... ale tak budzić z rana, eh.. Masz szczęście Panie. A, że Pana lubię.

Człowiek narzucił sobie tempo, wszystko zostawiał na póżniej, bo co innego miało większe znaczenie, cel osiągnięty i teraz trzeba nadrobić relacje międzyludzkie, pouzupełniać wiadomości, pozbierać kilka blogów i przede wszystkim przejrzeć zdjęcia na nich. Korzystnym jest gromadzić, by nie zagubić nic z tych rzeczy, które nas zachwyciły, ale w końcu trzeba tym rzeczom prawdziwą uwagę pościęcić.

Czeka książka -Siedem Królestw, ciąg dalszy-, dalszy ciąg historii o Morrdimerze Madderdinie, porządek na naszej klasie( no po miesiącu), ludzie z niej, facebook- tęskno za kilkoma osobami coraz bardziej. Zdjęcia Wojtka.. Znam go tak słabo ale z tego co o nim wiem.. Zaczynam człowieka coraz bardziej podziwiać -wyjazd do Kosova i Afganistanu, by w miarę obiektywnie zrelacjonować wyradzenia stamtąd.. Do tej pory nie było mi dane poznać korespondenta; wiedziałam, że fotografuje dla gazet (jak Robert zresztą) ale to inny rodzaj fotograficznego wyzwania. Dlatego mam niezwykle wielki szacunek dla tego faceta.
Teraz sama muszę w końcu zająć się aparatem. Cel póki co osiągnięty, chwila oddechu (choć nowe cele się już pojawiły) nastała i trzeba to wykorzystać. I diabolo zacząć czas -uśmiech do Pana A :) Taki wzajemny :)