sobota, 22 kwietnia 2017

Napisałam do różnych miejsc z myślą, że ktoś odezwie się, udzieli wirtualnego, słownego wsparcia. Naturalniepocesarce milczy. Lekarz, który chciał znac losy ciąży, milczy od września, hospicjum razem milczy, milczy też Zuzik, zrzeszający rodziców dzieci z przepukniną przeponową. Cisza. Z każdej strony cisza. Tak jak wyedy, gdy po prodzie wróciliśmy do domu, w którym nic nie było. Zostało nawet mniej, bo nie było już nadziei i oczekiwania. Wychodzi na to, że rzeczywiście powinnam iść do psychologa, jak chcę się wynaturzyć. Ale o wiele lepiej byłoby w sercu, gdybym mogła powiedzieć o wszystkim komuś, kto ma choć część takiej nieciekawej historii za sobą. Cóż..organizacje milczą.
Moje dziecko umarło i muszę sobie z tym poradzić. Ogólnie- nie radzę sobie. Udaję, śmieję się na pokaz, jestem twarda. Ale wracam do domu i jest pusto, tylko zmarnowane marzenia zostały i sny, w których nawiedzają mnie obrazy cudzych dzieci.

piątek, 7 kwietnia 2017

Jest tak, że człowiek chce krzyczeć. Nie może. No właśnie...Czy na pewno nie może? Czy nie chce bo nie wypada? Bo nie powinno się innych obarczać własnym bólem? A można bezkarnie rzucać w innych swoim szczęściem? Dlaczego ja mam dbam o tych, którym się udało a oni mało dbają o mnie, której się nie powiodło? Mój syn, mój chłopiec umarł. Nawet nie udaje mi się wymawaić jego imienia, myśleć o nim pod imieniem, które tak dawno dla niego wybraliśmy. Mojego chłopca nie ma. Dlaczego ja nie mogę krzyczeć o tym, dzielić tym, pisać na durnym fb? ...Bo jest mój... Nie chce go tak wykorzystywać? Nie chcę, by mnie żałowali? Chciałabym, by zamilkli ze swoim szczęściem...

piątek, 14 października 2011

Minął rok....

Kto by pomyślał, że tyle nie pisałam.. Tak na szybko, bo trzeba wyjść- w zasadzie nic sie za mocno nie zmieniło...

niedziela, 30 maja 2010

Między ciszą a ciszą….

Raz książka, raz AION, raz nic nie robienie, które potrafi sprawić, że nie ma się czasu na coś, że się o czymś zapomina, bo coś musiało się zrobić. Dzień jest krótki. Przynajmniej dla kobiety, która stara się ugotować czasem obiad ukochanemu. Automatycznie traci wtedy godzinę, czasem dwie. Wybija się z rytmu zajęć własnych, tylko dla siebie i nie jest tak łatwo do nich od razu wrócić i o.. nagle juz wieczór, nie AION tylko pracy pisanie, przeczytać coś i w pośpiechu obejrzeć i koniec dnia. I znów takie poczucie, że czegoś się nie zrobiło, że zmarnowało się czas nie ma własne… Własne co…Nie zużyło się czasu na wypełnienie luk w sobie, zaspokojenie własnego wewnętrznego głodu w głowie, serduchu, tylko by dać coś komuś.. Jak najbardziej miło jest dawać coś komuś lecz jak pięknie móc zrobić coś swojego? zaśpiewać na głos, zatańczyć, zaszaleć z ukochanymi ludźmi.. A oni daleko, “moja krew”..

Elementy spokoju przechodzącego w nudę, w myśl “ kobieto rusz się, zmień coś bo utkniesz”, wrażenie zaciskania się kleszczy wokół. Schemat, powtarzalność, rytuały. Dobre są te, w których on jest rano obok,tak jak sama świadomość, że on jest, ale sam własny dzień….. Wyrwać go z korzeniami i przesadzić na inny grunt, by inaczej konary sie układały, dać im więcej miejsca.

Obawy, że może nic nie czeka na tym gruncie obecnym…

piątek, 29 stycznia 2010

Monotonia

Hm……………. Wszystko mija tak spokojnie. Jeden dzień, drugi dzień.. Małe zawirowania ale większość wydarzeń jest możliwa do przewidzenia. Nudno, że aż okropnie. Ale chyba mi sie to podoba :) Spokojna i bezpieczna.

środa, 4 listopada 2009

Spokojne życie

Śnieg zaczyna sypać powolutku a to dopiero początek listopada. Co nosić teraz, by nie zamarznąć zimą? Słodkie chwile gdy ja czytam to, co na papierze a On zajęty swoimi sprawami w internecie. Jeszcze słodsze gdy budzi mnie kładąc się obok. Mniej słodkie gdy walka kto herbatę zrobi, kto pozmywa, czemu bałagan znów i “dlaczego mi robisz na złość” - niej słodkie, ale jak najbardziej słodkie. Wysokie ciśnienie gdy trudno wytrzymać i sam sobie człowiek tłumaczy dlaczego jest w tym miejscu i sam sobie przypomina, że innego miejsca zwyczajnie sobie już nie wyobraża: że innego miejsca już nie chce. Spokój.

Czy to tego zawsze się chciało? Szaleństwa ze znajomymi co wiedzą tak dużo i widzieli tak wiele, pomogli przetrwać tyle chwil ?  Życia z dala od wszystkiego z tylko sporadycznym udziałem innych osób? Życia wolnego od zobowiązań i skierowanego tylko na zbieranie doznań z filmów, książek, rozmów, bliskości innych ludzi, przenoszenia się w inne miejsca, “ucieczek” ? Życia skupionego na tym, by kimś sie zajmować już zawsze po części rezygnując z własnych potrzeb? Którą ścieżkę człowiek dla siebie planował? Czasem chyba jest tak, że budzi sie człowiek rano i nie dokonując wyborów, nie siląc się na analizę możliwych rozwiązań nagle zdaje sobie sprawę że ma to, co czyni go szczęśliwym. Otwiera oczy i wie, że tak właśnie miało być i nie ma już znaczenia, że może się mylić a nawet mocno rozczarować. Ta jedna chwila, która mówi, że warto. Jak na razie warto..

sobota, 31 stycznia 2009

24h. Doba trwa za krótko

Tytuł mówi wszystko. A dlaczego trwa za krótko? Albo nie zdąży się człowiek czegoś nauczyć albo zapomni, że siostra ma urodziny ( a poważnie - cały miesiąc się o tym pamiętało), albo sie nie zobaczy tego co chciało się zobaczyć bo nie było kiedy, albo nie zrobi czegoś bo zapomni mimo, że się planowało ( no bo człowiek dalej się łudzi ze planowanie ma jednak sens, choć tyle razy plany nie wychodziły), albo nie ma czasu dla ukochanej osoby i czuje przez to... coś na kształt kaca moralnego. Okropne. I pomyśleć, że wystarczyłoby dodatkowe 10godzin doliczonych do tradycyjnej doby i miałoby się czas na wszystko, dla każdego -dla ukochanego przede wszystkim.
Nie ma czasu na film, ale jest i czega na lepszy czas, który z pewnością nadejdzie. Książki.. Leżą i kuszą kolorem stron, wyglądem, zapachem..i też niestety czekają na lepszy czas. Hm.. Aż ma się poczucie zdrady wobec nich :(
Ale najważniejsze, by w tym zamęcie i zapomnieniu pamiętać, że jest Kotek. Najważniejsze.