Raz książka, raz AION, raz nic nie robienie, które potrafi sprawić, że nie ma się czasu na coś, że się o czymś zapomina, bo coś musiało się zrobić. Dzień jest krótki. Przynajmniej dla kobiety, która stara się ugotować czasem obiad ukochanemu. Automatycznie traci wtedy godzinę, czasem dwie. Wybija się z rytmu zajęć własnych, tylko dla siebie i nie jest tak łatwo do nich od razu wrócić i o.. nagle juz wieczór, nie AION tylko pracy pisanie, przeczytać coś i w pośpiechu obejrzeć i koniec dnia. I znów takie poczucie, że czegoś się nie zrobiło, że zmarnowało się czas nie ma własne… Własne co…Nie zużyło się czasu na wypełnienie luk w sobie, zaspokojenie własnego wewnętrznego głodu w głowie, serduchu, tylko by dać coś komuś.. Jak najbardziej miło jest dawać coś komuś lecz jak pięknie móc zrobić coś swojego? zaśpiewać na głos, zatańczyć, zaszaleć z ukochanymi ludźmi.. A oni daleko, “moja krew”..
Elementy spokoju przechodzącego w nudę, w myśl “ kobieto rusz się, zmień coś bo utkniesz”, wrażenie zaciskania się kleszczy wokół. Schemat, powtarzalność, rytuały. Dobre są te, w których on jest rano obok,tak jak sama świadomość, że on jest, ale sam własny dzień….. Wyrwać go z korzeniami i przesadzić na inny grunt, by inaczej konary sie układały, dać im więcej miejsca.
Obawy, że może nic nie czeka na tym gruncie obecnym…
