środa, 4 listopada 2009

Spokojne życie

Śnieg zaczyna sypać powolutku a to dopiero początek listopada. Co nosić teraz, by nie zamarznąć zimą? Słodkie chwile gdy ja czytam to, co na papierze a On zajęty swoimi sprawami w internecie. Jeszcze słodsze gdy budzi mnie kładąc się obok. Mniej słodkie gdy walka kto herbatę zrobi, kto pozmywa, czemu bałagan znów i “dlaczego mi robisz na złość” - niej słodkie, ale jak najbardziej słodkie. Wysokie ciśnienie gdy trudno wytrzymać i sam sobie człowiek tłumaczy dlaczego jest w tym miejscu i sam sobie przypomina, że innego miejsca zwyczajnie sobie już nie wyobraża: że innego miejsca już nie chce. Spokój.

Czy to tego zawsze się chciało? Szaleństwa ze znajomymi co wiedzą tak dużo i widzieli tak wiele, pomogli przetrwać tyle chwil ?  Życia z dala od wszystkiego z tylko sporadycznym udziałem innych osób? Życia wolnego od zobowiązań i skierowanego tylko na zbieranie doznań z filmów, książek, rozmów, bliskości innych ludzi, przenoszenia się w inne miejsca, “ucieczek” ? Życia skupionego na tym, by kimś sie zajmować już zawsze po części rezygnując z własnych potrzeb? Którą ścieżkę człowiek dla siebie planował? Czasem chyba jest tak, że budzi sie człowiek rano i nie dokonując wyborów, nie siląc się na analizę możliwych rozwiązań nagle zdaje sobie sprawę że ma to, co czyni go szczęśliwym. Otwiera oczy i wie, że tak właśnie miało być i nie ma już znaczenia, że może się mylić a nawet mocno rozczarować. Ta jedna chwila, która mówi, że warto. Jak na razie warto..