Al Di Medina. Mediterranean Sundance. Choć zajmie mi to rok, dwa- nauczę się nawet kawałka.
środa, 24 października 2007
Oj....ambitne plany gitarowe
Tristram Village. no więc mam plan- z domu mnie wyrzucą jeśli będę przy nich ćwiczyć, palce sobie połamię i powykrzywiam jeszcze bardziej ale ...nauczę się tego.
Pomęczę się ale to zagram.
Pomęczę się ale to zagram.
wtorek, 23 października 2007
Bądzenie, poszukiwanie i ...perełki
Ostatnimi czasy jest tak, że człowiek (ja, no niech bedzie0 uparcie czegoś szuka i nie znajduje dokładnie tego co chciał, tudzież wcale, ale za to.... Za to trafia na jakieś fora, czym nigdy wcześniej się nie zajmował ( zważcie, że mówię za siebie), tam pyta o jedno, odp ma na inną rzecz i nawet by ją uzyskać musi mu skoczyć ciśnienie, bo oczywiście zapomniało sie hasło i nick ( no...człowiek nie byłby sobą bez tego, tzn mną), no i w końcu dociera się do...-oczywiście z tym podniesionym ciśnieniem i wrzodami na wątrobie- dociera na stronkę i......
Zachwyt.
Nie mam pojęcia o grach. Nic o nich nie wiem. Wiadome mi tylko, że muzyka do nich jest niemal filmowa- w zasadzie jest taka. No ale jak się nie zna gier, to nie wiadomo czego szukać. A tu nagle.... No ja wiem, że Paweł, ale zanim sie go spotka, zanim wyegzekwuje... A tu jest namiastka :)
LINEAGE II
Zachwyt.
Nie mam pojęcia o grach. Nic o nich nie wiem. Wiadome mi tylko, że muzyka do nich jest niemal filmowa- w zasadzie jest taka. No ale jak się nie zna gier, to nie wiadomo czego szukać. A tu nagle.... No ja wiem, że Paweł, ale zanim sie go spotka, zanim wyegzekwuje... A tu jest namiastka :)
LINEAGE II
sobota, 20 października 2007
grrrr...
Straszny etap nerwów...Jest coś takiego, że czyta sie książkę i nie można sie od niej oderwać, po prostu chłonie sie ją w każdym miejscu: tramwaj, korytarz, na dworze, w palarni, w kotłowni, w czasie zajęć...Gdzie tylko sie da, książka. Bo jest jak magnes i zmusza by czytać, irytuje nas ciekawość tego, co dalej. I mam to bez przerwy, już dawna niecierpliwość tego, co się zdarzy, kazała mi przeczytać ostatnie zdania (no dobra, bądźmy szczerzy- ostatni rozdział...) ale SZLAG MNIE JUZ TRAFIA!!! Mianowicie im bliżej końca, tym wolniej idzie mi czytanie. Zresztą....końca.. To łącznie 3książka z serii, jeszcze 3, więc trochę daleko do końca całości.. No ale zbliża sie chwila odłożenia tej części i sięgnięcia po kolejną, czekającą od tygodnia na półce i... I ja nie mogę!! I tak jest zawsze! Nie wiem.. Czy to świadome opóźnianie rozstania z tym, co tak pochłonęło umysł?
Tak właśnie.. Poza tym, Stal i śnieg, II wydanie, wydawnictwo Zysk i S-ka, str. 475-477 - chyba najwspanialszy opis pojedynku, jaki dane mi było czytać do tej pory. Całym ciałem czuje się strach i desperację Ogara, potęgę i niezwykłość Dondarriona, gorąco płomieni i emocje ludzi otaczających tych dwoje walczących rycerzy. Razem z nimi obserwuje sie wszystko z przerażeniem, razem z nimi wstrzymuje sie oddech. Wielkie pokłony dla autora i dla tłumacza również (Michał Jakuszewski).
"Lord Beric czekał bez słowa, spokojny jak stojąca woda.Na lewym ramieniu trzymał tarczę, a w prawej dłoni ściskał płonący miecz(..). Jego podświetlona od dołu twarz wyglądała jak śmiertelna maska, a brakujące oko było raną o barwie gniewnej czerwieni, Miecz płonął od sztychu aż po gardę, wydawało się jednak, że Dondarriom nie czuje ciepła. Stał tak nieruchomo, jakby był wykuty z kamienia. (...)
Gorejący miecz skoczył na spotkanie zimnemu. Płomienie ciągneły się za nim niczym wstążki, o których mówił Ogar. Stał brzękła o stal. Po sparowaniu pierwszego cięcia Clegane uderzył po raz drugi, lecz tym razem lord Beric zablokował go tarczą. Od potężnego ciosu w powietrze popłynęły wióry. Ogar walił mocno i szybko, z dołu i z góry, z lewej i z prawej, lecz Dondarrion odbijał wszystkie ciosy.(..)
Lord Beric przeszedł do ataku, wypełniając powietrze sznurami ognia i zmuszając wyższego przeciwnika do odwrotu. Clegane odbił tarczą zadany z góry cios i jeden z malowanych(na tarczy) psów stracił głowę. Ogar zripostował i Dondarrion zasłonił się tarczą, a potem wyprowadził ognistą kontrę. Bractwo banitów mocno zagrzewało do walki swego wodza."
Tak właśnie.. Poza tym, Stal i śnieg, II wydanie, wydawnictwo Zysk i S-ka, str. 475-477 - chyba najwspanialszy opis pojedynku, jaki dane mi było czytać do tej pory. Całym ciałem czuje się strach i desperację Ogara, potęgę i niezwykłość Dondarriona, gorąco płomieni i emocje ludzi otaczających tych dwoje walczących rycerzy. Razem z nimi obserwuje sie wszystko z przerażeniem, razem z nimi wstrzymuje sie oddech. Wielkie pokłony dla autora i dla tłumacza również (Michał Jakuszewski).
"Lord Beric czekał bez słowa, spokojny jak stojąca woda.Na lewym ramieniu trzymał tarczę, a w prawej dłoni ściskał płonący miecz(..). Jego podświetlona od dołu twarz wyglądała jak śmiertelna maska, a brakujące oko było raną o barwie gniewnej czerwieni, Miecz płonął od sztychu aż po gardę, wydawało się jednak, że Dondarriom nie czuje ciepła. Stał tak nieruchomo, jakby był wykuty z kamienia. (...)
Gorejący miecz skoczył na spotkanie zimnemu. Płomienie ciągneły się za nim niczym wstążki, o których mówił Ogar. Stał brzękła o stal. Po sparowaniu pierwszego cięcia Clegane uderzył po raz drugi, lecz tym razem lord Beric zablokował go tarczą. Od potężnego ciosu w powietrze popłynęły wióry. Ogar walił mocno i szybko, z dołu i z góry, z lewej i z prawej, lecz Dondarrion odbijał wszystkie ciosy.(..)
Lord Beric przeszedł do ataku, wypełniając powietrze sznurami ognia i zmuszając wyższego przeciwnika do odwrotu. Clegane odbił tarczą zadany z góry cios i jeden z malowanych(na tarczy) psów stracił głowę. Ogar zripostował i Dondarrion zasłonił się tarczą, a potem wyprowadził ognistą kontrę. Bractwo banitów mocno zagrzewało do walki swego wodza."
czwartek, 18 października 2007
Po jakimś czasie...
Cóż.. Wrażenie jest takie, że wszystko powoli zaczyna się układać, ma ręce i nogi wszystko. I trzeba tu zaznaczyć, że takowa sytuacja jest niezwykłą rzadkością :)
To teraz do książki. George Martin, Nawałnica mieczy- Stal i śnieg. Do lektury..
To teraz do książki. George Martin, Nawałnica mieczy- Stal i śnieg. Do lektury..
czwartek, 11 października 2007
No nie......
Czytam książkę i właśnie ciśnienie poszło mi do góry... Nie lubię powielanych wzorców- no nie lubię. Przeżyć mogę to, iż Arya przypomina niekiedy Ciri, ale pojawienie się społeczeństwa zamieszkującego korony drzew, tworzącego tam mosty, drabinki i chatynki jest.. zwyczajną kalką z Władcy!! I uważam, że nie można tak robić. Lubię Grę, naprawdę podoba mi się ta książka i .... No przykro mi się zrobiło.
Tak właśnie.
Poza tym? Kolejna matma za mną i wiem już co to są macierze i silnie i limesy :) I póki co rozumiem.
Tak właśnie.
Poza tym? Kolejna matma za mną i wiem już co to są macierze i silnie i limesy :) I póki co rozumiem.
sobota, 6 października 2007
Książki.
Czytam sobie Starcie Królów, drugą część Gry O Tron i jestem coraz bardziej zła. Bo chciałabym już wiedzieć jak się skończy a tu tyle do czytania jeszcze... Myślę, że w tym wypadku zerkanie na ostatnie zdanie nie przyniesie oczekiwanego skutku. Za dużo tu wątków, postaci. Swoją drogą moja opinia na temat tego..sporego dzieła ulega zmianie. Tzn w dalszym ciągu uważam, że stoi poniżej Władcy i Mgieł, jednak w miarę, jak utwór się rozrastał, samemu autorowi zaczęły chyba przychodzić do głowy tematy i opowieści tworzące cały ukazany świat a nie tylko urywek z jego historii. Z czasem zatem pojawiają się motywy tradycji, podań świadczących o dłuższej historii -nie tylko to, że ród ma swoją historię ale te historie konkretnie. I w końcu nie czyta się tego jak opowieść osadzoną w czasach średniowiecza lecz jak opowieść dotyczącą zupełnie innego kontynentu, nie istniejącego na Ziemi, mającego swoją własną kartę w dziejach, własną kulturę. Nom... Podoba mi się. Zresztą od pierwszej strony mi się podobało, od okładki emanowało coś, co kazało mi biegać po Krakowie po pieniądze, których akurat nie miałam, gdy zobaczyłam książkę, i nadal znajduję w niej coś, co każe mi jeździć po Krakowie (teraz to już będzie cała wyprawa do Krakowa) w poszukiwaniu kolejnego tomu.
I chyba tak właśnie powinno być.. Że dostrzegamy coś, co każe nam zrobić wszystko, by to mieć i co nie pozwala naszej fascynacji przeminąć z chwilą wejścia w posiadanie danej rzeczy. Przecież te chwile jak biegałam po pieniądze i z powrotem do księgarni by zdążyć, by jeszcze była, czekała na mnie, ten moment gdy bierze się ją do rąk i chłonie najpierw wygląd oczyma a końcami palców chropowatość kartek.. Ten moment jak euforia. Taki cudny niepokój, że nie ma się wielu pieniędzy, że nie powinno się ale...ale się musi bo to jest TAKA książka. Ta świadomość, że będzie się żałowało ale trzeba.. Zupełnie jak miłość. Ale ta nie ma prawa już się zdarzyć.

I chyba tak właśnie powinno być.. Że dostrzegamy coś, co każe nam zrobić wszystko, by to mieć i co nie pozwala naszej fascynacji przeminąć z chwilą wejścia w posiadanie danej rzeczy. Przecież te chwile jak biegałam po pieniądze i z powrotem do księgarni by zdążyć, by jeszcze była, czekała na mnie, ten moment gdy bierze się ją do rąk i chłonie najpierw wygląd oczyma a końcami palców chropowatość kartek.. Ten moment jak euforia. Taki cudny niepokój, że nie ma się wielu pieniędzy, że nie powinno się ale...ale się musi bo to jest TAKA książka. Ta świadomość, że będzie się żałowało ale trzeba.. Zupełnie jak miłość. Ale ta nie ma prawa już się zdarzyć.

czwartek, 4 października 2007
Tempo...........?
No właśnie chyba nie bardzo. Nagle nie ma problemów, wszędzie się zdąża, fakt, że nie wysypia ale nic to, tak..........spokojnie? I poważnie nie trzeba się denerwować niczym.
Ale elementy tęsknoty pozostały. Chyba nie wszystko dotarło do umysłu jeszcze.
Ale elementy tęsknoty pozostały. Chyba nie wszystko dotarło do umysłu jeszcze.
wtorek, 2 października 2007
180 .........
Był plan, by napisać tu o niesamowitym przeżyciu jakie było w Krak w związku z książką albo zamotanie praca-tramwaj i wędrówki po nocnej Hucie (niech Moce błogosławią bilety miesięczne), miało być o strachu też - by nie spotkać pewnych osób. I cóż?
Ano... Czasem trudno mi uwierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać w moim życiu, trudno uwierzyć, że to naprawdę jednak moje życie.
Zmiana o 180 stopni.
Czy będzie lepiej? Zobaczymy. Póki co dostrzegam jedną bardzo pozytywną sprawę- brak strachu, gdy idę przez miasto, jadę autobusem itd..
Będzie gut.
Ano... Czasem trudno mi uwierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać w moim życiu, trudno uwierzyć, że to naprawdę jednak moje życie.
Zmiana o 180 stopni.
Czy będzie lepiej? Zobaczymy. Póki co dostrzegam jedną bardzo pozytywną sprawę- brak strachu, gdy idę przez miasto, jadę autobusem itd..
Będzie gut.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
