wtorek, 27 marca 2007

Bez planu

Tak własnie. Nie masz planu,zaczynasz sobie coś robić, wychodzisz z założenia, że kulturalnie wracasz do domu i ...Nie da się. Po prostu się nie da!
Wczorajszy dzień-zaczęty smutno. Zdarza się. Póżniej odbija głupawka-cenny w ostatnich dniach nabytek, bo lepiej śmiać się do sera niż płakać do pustych ścian. Głupawka, zajęcia, głupawka, spacer, nauka. Prawie usypiam (tak jest gdy śpisz 4godz po Free) ale mimo wszystko jakiś taki pozytyw nastrój i Oluś-trzeba jej Free nowe pokazać. No więc pokazujemy. Oluś nie lubi nowego właściciela-dobra, ja też nie z powodów sentymentalnych- ale ona...Bo nie ma Queen i ten pan powiedział, że nie bedzie bo knajpa ma być z założenia chill out-owa. I o dziwo(?) Oluś rozwiązuje się język-bluzgi lecą... Kto zna, czuje klimat :) Gadu o książce-Łowcy dusz już czekają na mnie! Dalej o filmach (ale nie pamiętam jakich-mimo ze kocham ten temat to ostatnio ...ucieka mi tyle czasu..Nie pamiętam go-nie pamiętam, o czym rozmawiałam). O wycieczkach szkolnych...Ona Sandomierz, ja Malbork...To był czas. I że ona piła..a ja chodziłam do muzycznej. A Dominik o rybach i gumowcach.. Tak słodko widzieć, że inni są szczęsliwi..Tak fajnie udawać, że ktoś czegoś nie powiedział, że druga osoba tego nie słyszała. Obie osoby strach w oczach- by nie urazić, by nie ruszać już tematu...Kurcze...I wracam do domu z raczej smutnymi myślami- że jestem w dziwnym momencie życia- zapracowana, z trudem mająca czas dla znajomych gdy oni mogą, a jak ich widzę to...czuję się tak jakbym zabierała czas, gdy mogą być tylko dla siebie.Więc już tak nie. Lepiej było w niedziele :) Eh.........Paweł...ja Cie takim nie znam. Wkurzasz mnie, nie lubimy się, zawsze tak było będzie i nigdy tego nie ukrywaliśmy (żubrówka na Dąbiu nic nie znaczy) ale niedz...Ty jednak rzeczywiście masz granicę tolerancji dla alkoholu ! I tak niesamowicie słodko zachowujesz się, gdy ją przekroczysz :)
Tak dobrze zobaczyć Łukasza po takim czasie-też się nie lubimy ale w inny sposób...Rok zatoczył koło-masz rację Łukasz. U Ciebie dziwnie i nieciekawie, u mnie też jest co opowiadać. Ostatni raz Free..i po roku znów nowe Free. Znak na nowy etap? Może masz rację i rzeczywiście coś w tym jest. Tylko chciałam zaznaczyć, że Dobczyce...nie spijecie mnie.
Ale to była niedziela i poniedz wcześniej (do 24). Tak własnie. Ale o 24 i póżniej... Człowiek idzie smutny, pragnie spokoju i wina, by zapić się w samotności (ale raz- nie pije, a dwa-nie stac go nawet na suchą bułkę). Więc wraca się i chce wykąpać-nie może. Posiedzenie na korytarzu. Hm...Ale mają papierosy.. I Sok... I wielojęzyczne towarzystwo- superieusse!! Więc idzie tam mały człowieczek. Wczesniej piwo-teraz wódka, szampan, drink. Grupa 15osób ..Nie wiemy czemu pokazał się z nagim torsem kolega Rusek-ta...goły, do towarzystwa sie wychyla, jak mu nie wstyd, tu sami przyzwoici!! -"Ale czy możecie trochę ciszej? Jest pózno". Ludzie to mają tupet-sam z dziewczyną budzi pietro odgłosami (czy nagi tors to...na zasadzie ciagłego stanu gotowości czy udowadniania, że Tak To Ja Nie Taśma? Nikt nie wie). Kolega Rusek pomoc i ciszę, jaką zapewniają koreczki do uszu, odrzuca. Dzwoni na portiernię (no prze-przykre. ktoś ma urodziny, nie bawimy sie bez powodu, dbamy o integrację międzynarodową Panie Rusku). Z recepcji Pan Ochroniarz..Taki słodki a tak niewdzięczne zadanie. Dłonie splecione z tyłu, bojówki moro, czarna koszulka, powaga sytuacji odzwierciedla sie na jego obliczu (rany..zaraz komuś przywali). Ale o dziwo(?) nie ma organizatora imprezy, jubilat- owszem, wszyscy w przelocie tylko tu są..."Tak proszę państwa (quee??) bo są skargi". Ana-"to ten skurczybyk z 208!" totalna niepowaga i niepohamowanie Any.. Gitara..Śpiewy po francusku, które odebrały mowę wszystkim. (powiem jedno-REWELACYNJE UCZUCIE TA CHWILA CISZY). Znów bądą mnie poznawać-ta,co śpiewa. Słodkie. Ja nie wiem jak ale 15osob w pokoju 2x5m? ciasno ale ... :)
Dzien skonczył sie po 3. Pieknie jest. Budzi mnie koszmarne słońce, czuję ciężar wcześniejszego wieczoru i co najlepsze- sen trwał 4godz. Coś tu chyba nie bardzo...
Wsparcie chlebem (zostałam totalnym żebrakiem), kawą (dzień bez kawy...nie ma mowy). Plany zmienione- nie jestem w stanie. To się uczymy, Anecie Wszystkiego Najlepszego, desperatom sexualnym dziękujemy,ale nie. Całą resztę powtarzamy- jesli ktoś interesuje sie imprezą pt Chińska Kuchnia-czyli Vifon i pałeczki, to zapraszamy w week (o choroba-a Dobczyce??). A we wtor impreza weselna i też zapraszamy (tylko Agnes nie pij- jesz pół kubka kaszy, reagujesz nawet na zapach alkoholu- nie pij!! Do domu jedziesz po 3miesiącach!!!! Wyglądaj jak człowiek! )

sobota, 24 marca 2007

Nie wiem jak sie nazywam

Tak-naprawdę nie wiem już kim jestem. Wszystko się mota :) Stan zawieszenia z nadmierną aktywnością nie sprzyja określaniu swojej tożsamości. Praca, praca a teraz coś o niej.
Primo-wszystkie dni wyglądają dzięki niej prawie tak samo ale różnią się klimatem- niby robisz to samo ale zmieniający się ludzie i nieco inne stanowisko (choć w tej samej bazie) a wszystko nagle się rózni. Raz pełen spokój i znudzenie monotonnością a raz kompletna głupawka.
Secundo-monotonia prowadzi czasem do ostrej depresji-szszególnie na stanowisku nr1 ,gdzie ani porozmawiać z kimś bo pusto wkoło i za głośno, by przekrzyczeć.Zostajesz sam z tonami papieru, który-mimo Twoich nieustannie podejmowanych prób-nie chce odpowiadać gdy zagadujesz i który w takiej ilości kaleczy Ci ręco po 10godz (chyba nie trzeba dodawać, że tylko nienormalne osoby>vide: ja< zostają na 16godz), no więc ten papier kaleczy Ci ręce i jedyne co masz to własne mysli-a że czas niezbyt...optymistycznych zmian,to ogarnia Cię przygnębiebie, pustka, załamanie, rozpacz. Gdyby płyneła tam obok rzeka to...nie byłoby mnie zapewne. Ale tam pomyśleli o tym i nawet niewielkich wzniesień,górki czy okien normalnych nie ma na wysokońci 4,5piętra, co by można zeń skorzystać i rzucić się pod wpływem tych strasznie przygnębiających myśli, pojawiających się na stanowisku nr1.
Tertio-ludzie. Wypacykowane lalunie w biżuterii i fryzurach od specjalisty,w jasnych bluzeczkach wybrudzonych po 2godz od świeżo schodzących z taśmy papierów, pierścionki na łapkach czarnych ,niebieskich od barwnika drukarskiego. Komiczny widok. Poza tym-panie dorabiające, żule co by nie spać na zimnie nocą, do pracy na noc przychodzą-zagrzeją się, nie narobią specjalnie. Bardzo pomocni. Studenci-to są okazy. Kombinują jak się da by pracować i jednocześnie być na studiach-ale kto tak nie robi nie zrozumie, jaki stres towarzyszy pytaniu-czy wybaczy i zrozumie, że nie mam za co sie utrzymać i jednocześnie pracuję i nie mogę być na tych zajęciach? Desperacja w oczach i...zlweka. Muzycy, pielęgniarki. Gitarzyści. Dzieciaki. Tu mała uwaga: Panie 19latku, proszę rozglądać się wśród rówiesnic a nie na starsze panie (jak ktoś powiedział). Jak tak dalej pójdzie to posądzą mnie kiedyś o pedofilie, bo nie zorientuję się, że 15talek. O nie, nie, nie, nie. Mężczyżni młodsi niż rocznik '84 nie mają szans więc proszę się nie wyrywać. I nie pytać do jakiej dyskoteki chodze i czy lubię Kameleona-jeśli to serial to owszem, a jak nie....to was is Das??
Ale poza takimi dzieciakami są też dobrzy faceci-zaopiekują się i pomogą, gdy Ci niedobrze. No ja mogę na nich liczyć :) Jedno słowo i organizują wyprawę do sklepu po potrzebny sprzęt przy czym dowiadujesz się o wszystkim po czasie. Boli Cię głowa to naściemniają o apteczce i sami wszystko kupią. Jeszcze węgiel proponują (zbytek troski) i bandaż w razie czego (a to już nadmiar..przywiązania. Ale miłe).
Ponad to-quatro-zmiany...Taaa....To jest piękna sprawa. Że idziesz i wracasz po kosmicznej ilości godzin-20g a Ciebie ciągle nie ma. Pracujesz jak maszyna i...Nie wiesz, kim jesteś, jak masz na imię..Niesamowity stan. Albo hipnoza jak ostatnio-dotykasz taśmy-jest nieruchoma, patrzysz na nią-wszystko chodzi. Wszystko się buja. I Ty się bujasz: w przód i w tył...w przód i w tył...w przód i w tył....... Bardzo ostro uzewnętrzniająca się choroba sieroca i zobojętnienie na świat zewnętrzny..Pathosik..
Quinto-Ale co najlepsze-dzieki tej pracy wychodzisz z długów.Ludzie kochani--pierwszy raz od...listopada? (grudnia na pewno-wtedy już trzeba było fon sprzedać) no więc nie będę mieć długów!! I będę do przodu, co najlepsze!! I skończy się rygorystyczny sezon ryżu i kaszy i kupię sobie jakieś spodnie, bo ryż odpowiada za to, że wszystkie jakie mam wiszą na mnie-w zasadzie nie nadają się do noszenia (gratulacje dla mnie ,że kupuję małe bluzki w ilości...ogromnej-tam zawsze coś się znajdzie dobrego.Rany-przecież ja nawet sukienkę nakładam!!!) Wyjdę z długów. I wtedy tylko....zbieramy na coś innego i ...o dziwo perspektywa z pażdziernikowej znacznie się skróciła.. Aż boję się uwierzyć..Zresztą...u mnie wszystko się wali ostatnio, więc nie nastawiam się. Lepiej się miło zaskoczyć, niż nieprzyjemnie rozczarować. A co do ryżu-mój brzuch chyba zaczyna żle reagować na naturalne składniki. Ryż jest ok, ale ryż i jajko-ląduję w WC i wymiotuję. Coś chyba...buszek nie wie co robić z czymś, co nie kwalifikuje się do kategorii E 285 i inne E.. :) Ale na szczescie gumę do żucia trawi bez problemu :)
Tak by to wyglądało. Dobra-dziś dzień nauki. Tak własnie. Bo mimo wszystko jeszcze studiuję :) A tak pięknie na dworze...A pusto...Trzeba na spacer. Pooglądać,porozmawiać ze sobą, list jakiś napisać. I Pouczyć się.
Pięknie jest..

niedziela, 18 marca 2007

Dalsze nauki

Tak....Kolejny dziwny dzień. Ale powiedzmy, że już przywykłam do tego, iż boję się otwierać oczy bo znów z którejś strony oberwę. Mniejsza o to.
Wojtek kolejnych wskazówek udziela. Czy może inaczej-pokazuje na czym się wzorować, do czego dążyć. Zatem posiadam adresy stron fotograficznych
www.gabrielerigon.it
www.rigonstories.com
www.plfoto.com
www.latoszek.com
www.fabrykaobrazu.com
Osobiście najbardziej jestem pod wrażeniem Gabriele Rigon. Niby ot-proste zdjęcia. Ale jak to ciało jest pokazane! Na plfoto trzeba troszkę szukać,powielają się zdjęcia z www.pfotonet.com.
Całościowo jednak...Nic tylko brać aparat i mówić innym-rozbieraj sie bo robię zdjęcia :) Ale poważnie i na serio-cokolwiek ma to byc,praktyka czyni mistrza. I nauczyciel :)

sobota, 17 marca 2007

Tyle sie napisałam i jak zwykle sierotka....skasowało mi. Eh..Wena uciekła. Jutro to zrobię albo pózniej- teraz...No zawsze coś.Zawsze....W końcu nadal marzec tak?? ...Opadły ze mnie siły-jak się doczołgam do końca tego miesiąca..to aż sie boję.

Ale nic to-człwiek szuka połączeń do pracy na 6 i niestety.Niby Kraków takie wielkie miasto ale jak chcesz dojechać to masz tylko 30min. Niestety drukarnia jest trochę dalej. Godzina 3minuty jest potrzebne by się tam dostać. Zatem nici ze mniany na 6-18. trzeba na nocm18-6. Eh... Wszystko mi się zwaliło na głowę.Z każdej możliwej strony.
Plusem są kontakty z ludzmi-dużo ich,urozmaicenie się pojawia. Angielska Lady M.Ch powróciła do Krakowa, nawet grecka już S.B. Ciągle ktoś. Pan G. też prosi o poświęcenie mu uwagi-ale ja ostatnio nie zaliczam się do miłych i ofiarnych osób-trzeba się więc kogoś pozbyć.
Dziwne rzeczy się dzieją. Nie wiem nagle gdzie jestem,skąd,pojęcia nie mam jaki plan dnia(chyba ,że praca to wtedy nic sie nie wydarzy) Ale tak normalnie...Nie mam pojęcia co się dzieje. Czarne dziury.Ostatnia kosztowała mnie 100zł. I chciałaby sie opowiedzieć komuś o tym, komuś, kto wykaże zainteresowanie ale cóz...A mówić dla samej czynności fizycznej i z udawaniem ,że to cośkolwiek znaczy..szkoda nerwów i czasu.Tym bardzoej gdy pewna historia wczorajsza..Naprawdę wymaga wrażliwych i uważnych uszu-chcących naprawdę słuchać a nie łapać i wyrzucić.I nie ze względu na mnie tylko na bohatera tej powieści.Z szacunku dla niego nie mogę opowiadać ot tak. Nie to...
Z wczorajszego dnia do wiadomości innych nadaje się jedno. Pierwsza lekcja fotografii po Kadrowanie. I tak jak mam pełen szacunek dla umiejętności i chęci pomocy Roberta tak wczoraj Wojtek powalił mnie na kolana. W pierwszej chwili-wrażenie,że ktoś przykłada mi zimną stal. Ale.. Bowiem Wojtek nie uśmiecha się przy krytyce,nie mówi pięknie i cudownie- tylko rzeczowo."to byłoby fajne ale albo drzewo albo budynek- zdecyduj się.Inaczej zdjęcie jest otwarte.Żadnej rzeczy nie pokazuje tak naprawdę w całości". I tak po kolei- to fajne ale dlaczego detale obcinasz, po co Ci takie nie istotne szczegóły-rozpraszają uwagę. Krytyka wspaniała-nie z uśmiechem,że jest pięknie ale surowo i serio-że na dobrej drodze ale trzeba nad techniką pracować. Zatem aparat i nie chaotyczne chwytanie chwili,ale myslenie o zdjęciu jak o jednym opowiadaniu.Wszystko musi mieć miejsce,do czegoś służyć.To fantastyczne wiedzieć,w którą stronę nalezy zmierzać by coś osiągnąć. I to nie jest tylko fascynacja i pasja ze strony tego człowieka,nie pobłażanie dla...marzeń. Znalazłam przewodnika na początek mojej drogi.

piątek, 16 marca 2007

Na kolejny start

Wychodzi na to,że znów zaczyna się nowy etap. Elementy starego powinny się tu pojawić-mimo że przeszłośc nie istnieje to jednak co jakiś czas wychyla się zza roku kamienicy. Tylko wtedy jakoś zupełnie inaczej wygląda. a starsze rzeczy są na http://burarum.bloog.pl