poniedziałek, 26 listopada 2007

Nie wiem jak się nazywam...

Dawno nic się nie pisało. Nie ma czasu i to jest jedyne wyjaśnienie. Niewyspana do pracy, zmęczona po niej, niewyspana na zajęcia. Doszło do tego, że człowiek (ja) nie ruszając się z miejsca potrafi zgubić rzecz, którą trzyma w dłoni- niewyobrażalna, niemal magiczna umiejętność; coś jest, a w drugiej chwili po prostu znika.
Allan Poe odpadł- pomimo szacunku i uwielbienia dla tego klimatu, to potrzebne są długie...dłuższe przynajmniej, fabuły. Opowieści....Są na raz i nie wymagają długotrwałej uwagi, dają....chwilowe odczucie. Niezwykłe, ale chwilowe. Może w sytuacji braku czasu to korzystne, nie zajmuje się czasu literaturą tylko...tak w przelocie parę zdań- niemal dla pozoru, że jeszcze się czyta. To nie to. Poe wymaga siedzenia w fotelu, zamyślenia, wyciszenia, chwili...utonięcia w tamtym świecie. A nie ma czasu na wyciszenie. Więc potrzebne coś, co wciągnie od razu.
Tęsknię za Winterfel i Siedmioma Królestwami.

Rany...ja nie pamiętam kiedy grałam na gitarze!!

I kurcze- nieplanowane imprezy są świetne ale skutki... Anemia i piwo to złe połączenie.

Brak komentarzy: