W zawieszeniu.. Oczywiście plany był, że jadę w sobotę, ale parę spraw opóźnia wyjazd na wtorkowy wieczór.
ROWY... No kto by pomyślał...Z maczetą w sercu jadę do Rowów z głową pełną wspomnień złych i zaciętości, że w razie czego maczeta w ruch i ranimy piromanów. I co? Naprawdę dawno się tak świetnie nie bawiłam jak w Rowach- wyśmiałam wszystkie smutki, wszystko stało się obojętne, wytańczyłam z piromanem. Taa.. Czy można nazwać postępem to, iż nie okazuje się agresji wobec kogoś? Że jest się w stanie z nim normalnie rozmawiać i śmiać ze wszystkiego? Fakt, problem rodzi się, gdy pojawiają się rzeczy...trochę nieplanowane, ale...nic już nic nie znaczy- tego się nauczyłam- a uczę się od najlepszych :) Trzeba tylko bardzo uważać, by pewien sen nie okazał się znów proroczy.. No...bo wtedy załamanie chyba.
Rowy...Dystans do wszystkiego, człowiek oddala się od problemów z uczelnią, z utrzymaniem, nie widzi kojarzących się miejsc (Muzeum Narodow, świateł), nie boi się spotkać pewnych osób, a ma za to mnóstwo bardzo starych wspomnień, śmiesznych skojarzeń, wiele lat śmiechu za sobą i ... jest tak dobrze, mimo wszystko tak bezpiecznie, choć człowiek był przerażony tym, co będzie. Może to tak, że złamane serce kocha bardziej następnym razem, ale złamane ponownie nie potrafi czuć już niczego? A Może jest tak, że pewna rzecz -mimo pewności, że jest prawdziwa- przegrywa z tym, co było zawsze? Może to świadomość bezsensu tego, co było? Tego,że zrobiło się coś, o czym się wiedziało, że nie jest dobre? Bagienek Bagroski- czemu Ty nie słuchasz tego wewnętrznego głosu? Nie daje się ludziom szansy wariacie !! Kocha się mimo wszystko, nie za coś? Nie gdy jest fajnie, ale gdy wszystko się wali? Nie wiem. W Sumie...Założenie, że nie umie się już czuć, zdecydowanie bardziej mi odpowiada. I Dobrze mi z tym.
Kolejna rzecz- Amelka. Fakt, że nigdy nie widziałam tak małego dziecka (3tyg) ale to taki patyczak śmieszny :) Wszystko takie małe i takie chudziutkie. Niesamowite jest to, że takiego małego człowieka trzeba nauczyć całego świata, wartości, szacunku dla innych, miłości. Niesamowite, że to małe jestectwo budzi tyle bezwarunkowego uczucia- nie wywołanego, bo fajnie, bo miło, bo mam coś z tego (chyba, ze jako profity można policzyć śmierdzące kupy i obawę, by nie zrobić krzywdy). Kocha się to małe za to, że jest. Ideał miłości. Poświęcenie i odpowiedzialność bez egoizmu.
Przeziębienie, krtań, ale do lekarza to ja się nie wybieram- o nie :)
Szkoda, że Tadeusz nie mógł przyjechać, Ale Tomuś, Quachu, Młody, Adam z Jolką, Marcin i o dziwo piroman.. Pani Ewa księgowa.. Piękny czas. Bieganie z wiertłem, rozmrażanie halibuta wielkiego jak A3 w mikrofalówce A5 "Niech się kur.. pokręci" (Quachu- to było piękne!!), Piekarz szukający nie tego co trzeba, zamówienia nie takie co trzeba, Szeryf gubiący okulary co uświadamia sobie po 20godz..Eh..Alkohol nie popłaca :) Przerażające sam na sam z Werką i Kają, słodkie usypianie ich, wpieniające wejście kogoś do mnie do łazienki, gwizdanie i cała akcja później.. Tak niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba :) Jak cytrynka uderzająca o rybkę, jak działająca śmietana i uśmiech umorusanych chłopaków i ...to ze ktoś przytulił- mimo, że się tego nie chciało. Wiadomo jednak, że O Nie! -w żadnym wypadku nie ma powrotu do przeszłości i nie muszę się bać.
Teraz znów Kraków.. Po co człowiek ma tam jechać? Jedzenia tam nie ma- nie to co Rowy, martwi się o rachunki- nie to co Rowy, musi się uczyć i sprężać na coś, co nie daje nic- nie to co Rowy, gdzie wysiłek daje kasę. W Krakowie znów skojarzenia i..pewien poziom agresji zaistnieje znów, nagłe ataki paniki będą zdarzać się częściej.
Plus wszystkich sytuacji tego minionego czasu? Zmiażdżone serducho nic nie czuje- obojętne mi więc, co się ze mną stanie :) Niczego nie chcę, rezygnacja ze wszystkiego- i tak mi jest dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz