wtorek, 17 kwietnia 2007

Tak własnie

Jak zwykle plany nic nie dają- wszystko teraz ma wyglądać nieco inaczej- miłość do ryżu (co tam miłość-namietność dzika!!) powraca znów. Ale nie ma długów, póki co. Rowy za tydz czekają. Ale co tam. Ważniejsza wiadomość, że jest już Amelka. Pogramy jej na gitarze, pośpiewamy, opowiemy coś fajnego, wyśmiejemy małą glizdę :)
Strach przed Rowami stopniowo narasta, ale wiem, że nic mi nie grozi. Nic się nie stanie- nie może. Unik jest metodą. Nie ma już rycerza, który mnie obroni.
Przykrość i smutek, gdy ktoś mimo prośby nic nie wyjaśnia a inni nie reagują wcale, tylko takie grzecznościowe "a co u Ciebie" ... Jak można tak. Przecież to niezręczne. Więc zamiast udawać, zrywamy kontakt- taka..specyficzna ale właściwa niektórym taktyka (własciwa u mnie), by nie stawiać innych w dziwnych sytuacjach i siebie gdy nie wiedzą co robić, co powiedzieć. Skoro nie panuje się nad..spontanicznym słowem, które wyrywa się w końcu z głowy, to lepiej pozbyć się namiarów na ludzi. Zresztą, te osoby i tak się nie zorientują.
Nadchodzi etap, gdy wszyscy inni są niepotrzebni. Nic nie dostajemy więc nic nie dajemy z siebie. Bycie sukinsynem (czy też wyrachowaną, zimną suką) zdecydowanie popłaca :)
Co do filmów...GRANATOWY PRAWIE CZARNY. Piękne było, że wyszło spontanicznie, a jeszcze piękniejsze, że po seansie przystanek Free przy piwie i...Każdy się uśmiechał ale nie wypowiadał opinii poza jedną-film podobał się i jeszcze raz. Cisza i uśmiechy. Analizowanie obrazu, trawienie go- każdy sam w sobie, bez natychmiastowego zmuszania do rozmowy. Taki stan, jak zakochanie.. Najpierw ma się to tylko w swojej głowie, samemu wszystko się układa, uśmiecha do myśli, pózniej dopiero wypuszcza je na zewnątrz. I to było piekne. I za to dziekuję E. A. M.

Brak komentarzy: