czwartek, 5 kwietnia 2007

Przed świętami meldunek

Tak właśnie- należałoby coś napisać przed wyjazdem. Nalezałoby też zacząć się pakować, ale to coś czego tygryski nie lubią najbardziej. Wyjazd wczorajszy przełożony na dziś. Taka nadzieja, że większość krakowskiego społeczeństwa opuściła gród Kraka wczoraj i dzięki temu dziś pociąg relacji Kraków- Kołobrzeg (ze stacją docelową po 12godz jazdy- o rany) nie będzie tak zapakowany. Walczyć o miejsce między ciastami, plecakami i jajkami.. Niee. Cóz..Słodkie czasy podróżowania pierwszą klasą za cenę 3piw minęły bezpowrotnie. Teraz wyjazd to suma 3 niezłych książek :/ W drugiej klasie. Boli.
Należy jednak odnotować godny uwagi fakt- po raz pierwszy od baaaardzo dawna wyjazd do domu wiąże się z radością- po spłaceniu długów znów sezon na ryż więc wyruszamy po wsparcie w postaci domowych wypieków i czegoś tam jeszcze. Strasznie przykro w takiej chwili, że to tak daleko i pewnych rzeczy nie można zabrać ze stołu (zepsucie w czasie podróży), jednak.. Zawsze to coś. I mięso będzie proszę państwa!! Może na jeden dzień wyjdę z anemii.
Co jeszcze czeka? Spotkanie z ludzmi- w zeszłym roku wyszło to bardzo sympatycznie :) Aż niebezpiecznie dla mnie (słaba głowa, słaba) ale tak miło ich zobaczyć. Tak.. Zobaczyć jednych, innych unikać.
Tyle jeśli o wyjazd chodzi.
Za mną kilka dni nic-nie-robienia. Słodkie to było. Zabawy na Retoryka- wymiana mieszkaniowa, stomatolodzy rozprawiają i przegłupich horrorach z mordowanymi lalkami, jakichś nekrofileusach i innych, wybierają się na oglądanie porodu (no co za zajęcia!!), walczymy z kotem (ktoś w końcu zje Edkę), nadrabiamy kontakty z Pawłem, w końcu widzimy jakiś film. Nawet w przypływie bardzo pozytywnych myśli człowiek stara sie wyciagnąć rękę do kogoś, kto wbił sztylet (w zasadzie maczetę) prosto w serce i cóż? Wspaniałomyslność, dażenie do pogodzenia się ze światem i próby odnalezienia w nim swojego miejsca na nowo, odnalezienia wiary w siebie, kończą się niestety porażką. Tak- świadomośc tego, że jest się niczym, nie jest budująca.
A co do filmów- 300, no przykro mi bardzo, ale rozczarowuje. Pięknie zrealizowane jeśli chodzi o obraz, muzyka,,, No dla mnie idealna, zwolnione ujęcia gdy Leonidas niszczy Niesmiertelnych.. Wizualnie cudo. Ale czegoś tam po prostu brakuje.. Większych emocji. I przykre ale dramat żony-królowej jakoś nie jest w stanie tego nadrobić. Obejrzeć, niemal zapomnieć.
Praca chwilowo w zawieszeniu, wracamy po świętach i znów. Dzień będzie miał nastepujący plan- budzę się, otwieram oczy, zajęcia, praca, powrót, czytanie i sen, i znów zajęcia, praca, powrót, sen. W pon, w sob urozmaicenie w postaci zobaczenia ludzi, wyjścia na godz na piwo. Filmy znów przestaną istnieć. Ciągle praca. I tylko pytanie- po co? Jedziesz o 23 z Huty pustym tramwajem przez godzinę i.. kogo obchodzi czy dojedziesz spowrotem? Nikt się już nie martwi czy dasz radę, czy masz siłę, czy się nie boisz tak póżno, sama.. Po co to wszystko?
Trzeba się pakować- to coś, czego nie lubimy najbardziej.

Brak komentarzy: